Formacja Wincentyńska

misjonarze.pl

homilie | 17 sierpnia, 2011 roku

ś.p. Ks. Czesław Żak CM – „Miłujcie się wzajemnie: kazanie na własnym pogrzebie”

CzeslawZak-2011-sqthmbW swoim testamencie, zmarły 12 sierpnia 2011 ks. Czesław Żak CM napisał: „Nie chciałbym, aby «żałobny kaznodzieja opowiadał» obecnym na pogrzebie o moich cnotach, o jakich mi się w życiu nawet nie śniło. Dlatego na taśmie magnetofonowej nagrałem kazanie (jego treść jest napisana także na komputerze, na kartkach), które aktualny Przełożony ma puścić przez kościelną aparaturę nagłośniającą. Traktuje ono o miłości bliźniego. O tym przykazaniu często mówiłem i starałem się go w życiu zachowywać. W sercu nie chowałem do nikogo żadnej urazy, chociaż na swojej drodze życiowej spotykałem nieżyczliwych mi ludzi. Wobec nich zawsze starałem się zachowywać tak, jak gdyby nigdy nic nie było. Modliłem się za nich, bo wielu już dawno powiększyło grono aniołków w niebie.” Oto transkypcja tego wyjątkowego kazania odtworzonego w czasie Mszy św. pogrzebowej w kościele NMP z Lourdes w Krakowie 17 sierpnia 2011:

«Miłujcie się wzajemnie»
(odtworzone z płyty DVD «kazanie na własnym pogrzebie»)

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem… Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali (J 13,34).

CzeslawZak-01-trickPod koniec XIX wieku umierała księżna Małgorzata Wirtemberg. Gdy anioł śmierci pukał już do drzwi jej komnaty, wezwała do śmiertelnego łoża wszystkie swoje dzieci. Miała ich siedmioro. Każdemu dziecku udzielała matczynego błogosławieństwa i kreśliła na czole znak krzyża św. Kiedy zbliżył się do niej ostatni, najmłodszy syn Albrecht, przytuliła go do siebie i powiedziała: Synu mój najdroższy! Pragnieniem mojego serca jest, abyś został kapłanem. Jeślibyś nie miał powołania do stanu kapłańskiego, zostań dobrym katolikiem. Kochaj Boga i ludzi.

Mijały lata. W czasie I wojny światowej został powołany do wojska. Na wojnie do jego młodzieńczego serca dobijały się głosy niewiary i namiętności. W czasie wszystkich życiowych burz pamiętał o matczynym testamencie: Zostań kapłanem lub dobrym katolikiem. Kochaj Boga i ludzi. Po wojnie, w 1920 r. w klasztorze w Beyron, po stopniach ołtarza wstępował młody zakonnik, by złożyć Bogu prymicyjną Ofiarę Mszy św. Był to książę Albrecht Wirtemberg.

Był wieczór Wielkiego Czwartku. Pan Jezus gotował się na mękę i śmierć krzyżową. Siedział w Wieczerniku za stołem z najwierniejszymi uczniami. Judasz już odszedł, aby dokonać zdradzieckiego dzieła. Chrystus patrzył na gromadkę apostołów. Wiedział, że za chwilę wszyscy się rozproszą. Jego Boskie Serce, przepełnione miłością do ukochanych uczniów, wylało się na zewnątrz we wspaniałej mowie pożegnalnej, w której ustawicznie wracał do wzajemnej miłości. Przypominał im to, co najbardziej leżało Mu na sercu. Błagał Ojca: Ojcze, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno (J 17,21). Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali (J 13,9).

Jeśli dobre dziecko, książę Albrecht, tak pieczołowicie przechowywał w swoim sercu i w swojej pamięci ostatnie słowa umierającej matki, jak dopiero drogie i czcigodne winny być dla nas słowa Jezusa Chrystusa, odchodzącego na mękę i śmierć krzyżową? Z jaką dokładnością powinniśmy wykonać Jego testament – testament miłości Chrystusowej?

Co to jest miłość bliźniego?

Świat miłością nazywa to, co niskie, ziemskie, interesowne, co rodzi grzech, czyli namiętność.

Ktoś powiedział, że miłość bliźniego to najpiękniejszy kwiat, który znalazł trwałe miejsce w ogródku chrześcijaństwa. To kwiat, który nigdy nie więdnie, nigdy nie ginie. Jest wiecznie podtrzymywany w świeżości i przy życiu przez Kościół Święty.

Autor jakiejś książki ascetycznej napisał, że miłość bliźniego to długi – i złoty, i jednolity łańcuch. Jeden jego koniec spoczywa w prawej ręce, a drugi w lewej, a my powinniśmy nim obejmować wszystkich ludzi, wszystkich przytulać do swojego serca, dla każdego mieć życzliwy uśmiech, dobre słowo, ciepłe spojrzenie, nieść pomoc.

Miłość bliźniego to wypływ szlachetnego człowieczeństwa.

Prawdziwa miłość każe z uszanowaniem patrzeć na bliźniego – każe w nim widzieć ukochane dziecko Boże, odkupione Krwią Chrystusową, żywić do niego zaufanie, cenić jego dary naturalne i nadprzyrodzone.

Prawdziwa miłość życzy bliźniemu dóbr wiecznych i doczesnych, jest pełna współczucia, nie zazdrości, jest cierpliwa, rozumie słabości drugiego człowieka, każe dobrze mówić o bliźnim, umie znaleźć w nim dobre strony, sieje dookoła pogodę i ciepło; broni bliźniego przed słowami ubliżającymi jego godności – przed obmową, oszczerstwem, wystąpi przeciw krzywdzącym sądom, skieruje rozmowę na pożyteczne tematy.

Miłość mówi spokojnie i łagodnie, unika słów cierpkich, szyderczych, wzgardliwych, które wprowadzałyby lub podsycały nieprzyjazne uczucia; unika żartów raniących bliźniego, rzadko gani, a jeśli trzeba udzielić nagany, czyni to w duchu miłości i życzliwości.

Prawdziwa miłość umie każdego pozdrowić.

Miłość bliźniego ma się okazać nie tylko w słowie mówionym, ale także pisanym. U ludzi posługujących się anonimami nie ma nawet śladu Chrystusowej miłości.

Dlaczego Chrystus nazywa przykazanie miłości bliźniego „nowym” i „swoim przykazaniem”?

Czyżby dawniej nie było takiego przykazania? Było. Czytamy w Piśmie Świętym: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego, jak siebie samego (Mt 22,37 – 40; Pwt 6,5).

W żydowskim pojęciu bliźnim, którego należało miłować był tylko Żyd. Zresztą Izraelici nawet w stosunku do swoich współziomków stosowali zasadę: Oko za oko, ząb za ząb.

Jeszcze gorzej przedstawiała się ta sprawa u pogan, gdzie kwitło niewolnictwo. Niewolnicy uważani byli za rzecz, zwierzę, siłę roboczą, a nie za człowieka. Właściciel mógł zrobić z nim wszystko, co tylko chciał: bić, zabić, okaleczyć, sprzedać.

W takiej atmosferze miłości bliźniego zjawia się na ziemi palestyńskiej Jezus Chrystus, który zreformuje całkowicie przykazanie miłości bliźniego.

Poszerzy to przykazanie. Zapytany przez faryzeusza, które przykazanie w Prawie jest najważniejsze – kategorycznie rozstrzygnie przypowieścią o Miłosiernym Samarytaninie, że naszym bliźnim jest każdy człowiek, który potrzebuje pomocy, miłosierdzia, nawet nasz nieprzyjaciel – bez względu na rasę i narodowość.

Chrystus pogłębi to przykazanie. Dotychczas miarą miłości bliźniego była miłość siebie samego: Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego (Mt 22,39). A Chrystus powie: Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem (Mt 22, 34).

Co nam mówi o tej miłości Chrystusa do nas?

Zstępuje z nieba na ziemię jako Dziecię, rodzi się w szopie, cierpi niewygody, na Kalwarii pozwala się przybić do krzyża, zawiśnie między niebem a ziemią, włócznią Longina pozwala wytoczyć z siebie ostatnią kroplę Krwi Przenajświętszej.

O tej miłości mówi nam tabernakulum, gdzie pozwala się zamknąć jako Więzień Miłości, abyśmy mogli w każdej chwili przyjść do Niego ze swoimi troskami i kłopotami zewnętrznymi i wewnętrznymi – żebyśmy się nie czuli na ziemi sierotami.

Tę wspaniałą pieśń nad pieśniami o miłości bliźniego podjęli z ust Pana Jezusa Apostołowie i ponieśli ją na cały świat.

Św. Jan Apostoł napisze: Jeśliby ktoś mówił: Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje swojego brata, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi (1 J 4,20).

Św. Paweł będzie głosił, że nie ma już Persa, Greka czy Rzymianina, wolnego czy niewolnika, ale wszyscy jesteśmy jedno w Jezusie Chrystusie. I rzeczywiście jesteśmy jedno: mamy tyle wspólnych cech, mamy jedną wspólną Matkę – Kościół, i Matkę Niebieską, mamy tę samą naukę, te same sakramenty święte, spotykamy się przy jednym Stole Eucharystycznym, karmimy się tym samym Ciałem Jezusa Chrystusa, wspólnie wołamy w pacierzu Ojcze nasz, wszyscy wybieramy się do tego samego nieba. Tyle mamy więzów duchowego pokrewieństwa.

Św. Paweł nauczał, że wszyscy stanowimy jedno Ciało Mistyczne, którego głową jest Chrystus, a my członkami. Jeśli w ludzkim organizmie cierpi jeden członek: ręka, noga, głowa – boleje cały organizm. Jeśli w Mistycznym Ciele Jezusa Chrystusa w nienawiści żyje dwoje ludzi, wówczas boleje i cierpi całe Mistyczne Ciało: Chrystus – Głowa i my, Jego członki.

Ze słów Pana Jezusa: Pójdźcie błogosławieni Ojca mojego i: Idźcie przeklęci w ogień wieczny – wynika, że w dniu Sądu Ostatecznego będziemy sądzeni głownie z przykazania miłości bliźniego (Mt 25,31 – 46).

Jak Pan Jezus w mowie pożegnalnej do Apostołów, jak księżna Małgorzata Wirtemberg, żegnająca się ze swoimi dziećmi – podkreślili to, co najbardziej leżało im na sercu: zachowanie przykazania miłości Boga i bliźniego, tak i ja w moim ostatnim do Was słowie pragnę wszystkim przypomnieć testament Chrystusowej Miłości: Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem. Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli się będziecie wzajemnie miłowali (J 13,34). W swoim długim kapłańskim życiu stwierdziłem, że z miłością bliźniego wśród wyznawców Chrystusa nie jest tak, jak sobie tego życzył Jezus Chrystus.

Wszystkim dziękuję za obecność – za modlitwę – proszę o modlitwę za mnie. Szczęść Wam Boże w życiu osobistym, rodzinnym, zawodowym. Do zobaczenia się u Bożego Tronu.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Amen.

ks. Czesław Żak CM

Share

Trzy komentarze to “ś.p. Ks. Czesław Żak CM – „Miłujcie się wzajemnie: kazanie na własnym pogrzebie””

  1. on 17 sierpnia, 2011 roku at 00:20 1.Zgromadzenie Księży Misjonarzy » Pogrzeb ks. Czesława Żaka CM said …

    [...] Przeczytaj transkrypcję odtworzonej przez głośniki w kościele homilii zatytułowanej przez autora: “Miłujcie się wzajemnie – kazanie na własnym pogrzebie”: [...]

  2. on 17 sierpnia, 2011 roku at 00:56 2.Jarecki said …

    Miałem okazję uczestniczyć w uroczystości pożegnania ks. Czesława. Z uśmiechem na twarzy odsłuchałem ostatnich słów w których nie zabrakło i nutki poczucia humoru:D Szacunek dla drogiego kapłana, wspominam go zawsze dobrze. respect od młodego pokolenia +

  3. on 17 sierpnia, 2011 roku at 14:27 3.Marta said …

    Poznalam ksiedza Zaka niedawno, bo na poczatku marca na spotkaniu przed chrztem naszej coreczki w koscielne p.w. NMP z Lourdes. Ku mojemu zdziwieniu, po rozmowie z moim tata, okazalo sie, ze ksiadz Zak uczyl mojego tate w podstawowce, udzielal slubu moim rodzicom i chrzcil siostre i mnie (wszystko to w Tarnowie). Bardzo zaluje, ze okazalo sie to tak pozno i nie udalo sie juz zmienic tego, zeby ks. Zak ochrzcil tez nasza corenke. To byl prawdziwy ksiadz z powolania.

Trackback This Post | Subscribe to the comments through RSS Feed

Leave a Reply